piątek, 14 sierpnia 2026
Po co się jeździ na Paris Photo?
niedziela, 26 lipca 2026
Ukryte koszty robienia zdjęć.
Christopher Morris. Kadr z filmu dokumentalnego „Igrając z diabłem” autorstwa Piotra Małeckiego i Maćka Nabrdalika / fot. Piotr Małecki & Maciek Nabrdalik
"Igrając z diabłem" / "Tickling the devil" to film dokumentalny o fotoreporterze specjalizującym się w fotografowaniu konfliktów, Christopherze Morrisie, w reżyserii Piotra Małeckiego i Maćka Nabrdalika. Niespełna 1,5 godziny. W czerni i bieli. Film przepiękny i straszny.
Oglądamy człowieka, który po 30 latach dla magazynu "Time", po sfotografowaniu 28 wojen - mieszka z rodziną w Tampie. Poznajemy jego żonę, obydwoje opowiadają o wielkiej miłości. Spotykamy ich córki oraz matkę głównego bohatera. Zwykłe amerykańskie życie. Jedziemy z Morrisem na temat, jesteśmy na demonstracji, którą akurat fotografuje. Poznajemy go i to kim jest z jego własnych słów. On opowiada. Czasem żonie, czasem córkom. No a czasem, głównie - nam. Ale to te wszystkie drobne rzeczy, które się po prostu dzieją w filmie wzmagają napięcie, poczucie, że coś jest bardzo nie tak. Dlaczego on jest ciągle w kapturze, czapce? Czemu mówi do dziewczynek o sobie "wasz ojciec"? Czemu zaczyna czynność, a potem nagle wychodzi z kadru? Jak z obieraniem jajka. A nade wszystko, to co mówi, to jak mówi, i jak często emocje biorą górę. Wszystkie dane i fakty, jakie powinniśmy mieć, żeby zrozumieć jego sytuację padają w filmie: tyle wojen, kilkukrotna próba odejścia od fotografowania konfliktów, fotografowanie polityki, pandemia, strach, PTSD. Właściwie film się niemal zaczyna tym PTSD, w pierwszej telefonicznej rozmowie pada. Z humorem. Na lekko.
To nie jest opowieść od narodzin. Nie wspomina kolegów ze szkoły, nie opowiada o dzieciństwie. Nie ma chronologii, ważnych wydarzeń z życia. Nie, to niespełna półtorej godziny z życia codziennego Morrisa. Co kluczowe, patrzymy na niego oczami dwóch fotografów, reżyserów tego filmu. Te kadry filmowe są fotograficzne bardzo, mocne punkty, pewna wrażliwość. To widać, że za kamerą są fotografowie. Żeby tylko to. Totalnie kluczowa jest ich znajomość - z bohaterem ale i z zawodem, o którym ten film opowiada. Zarówno Małecki jak i Nabrdalik to fotografowie prasowi, dziennikarze, dokumentaliści, czasem także fotoreporterzy. Maciek Nabrdalik należy do Agencji VII, którą współzakładał Christopher Morris. W sumie nawet nie jestem teraz pewna, czy w ogóle "Seven" pada w jakimkolwiek momencie filmu. To by był doskonały argument, do tego co usiłuję napisać. Bohater amerykański, ale jego biografia - a raczej obraz filmowy opowiedziany zupełnie nie-po-amerykańsku. Po biografię trzeba pójść do internetów. Tutaj mamy postać, bohatera. Z krwi i kości, słów i łez.
Morris dostaje z redakcji do swojego domu własne archiwum zdjęć. Trzeba je przejrzeć i zdigitalizować. Wiadomo, że tam są materiały ważne - nie tylko wygrywające konkursy (lista jest w samej czołówce, x World Press Photo, x POYI, x Perpignan...). Ważne, bo pokazujące zbrodnie wojenne. Bo to są gotowe materiały dla oskarżycieli. Bo są tam historie ludzi wobec konfliktów. Bo to również dzieło życia jednego człowieka. Spuścizna. Niebywała i abstrakcyjnie wręcz niemożliwa do zrozumienia. Nic dziwnego, że córki nie wydają się zbyt zachwycone jak "wasz ojciec" odda wam je całe.
Christopher Morris. Kadr z filmu dokumentalnego „Igrając z diabłem” autorstwa Piotra Małeckiego i Maćka Nabrdalika / fot. Piotr Małecki & Maciek Nabrdalik
Największe wrażenie zrobiła na mnie chyba kolejność wypowiadanych zdań. Sposób przedstawiania bohatera. Jakie informacje dostajemy, żeby sobie powoli budować tę postać. Ok jest fotografem, ale na ekranie bardzo długo nie ma jego zdjęć. Są historie wokół. Jest film, który kręciła jego żona w Mogadiszu, który wspólnie komentują. To może i jest trochę opowieść o miłości, ale i ich pracy. I o dokumentach. Zatem najpierw poznajemy jego wrażliwość - także na obraz - o to jest świetne ujęcie, to jest dobry kadr! Zdjęcia Morrisa będą pod koniec. Krótki slideshow. Bez captions, bez podpisów. I właśnie to, co dzieje się w tym filmie po pokazie zdjęć - mnie wciska w fotel.
Nagle wszystkie te drobne rzeczy stają się zrozumiałe. Wszystkie decyzje reżyserów - absolutnie jasne: pozbawienie kolorów, sposób filmowania, płytka głębia ostrości, przedłużone zdjęcia (nie mam pojęcia jak się to fachowo nazywa). I to spojrzenie głównego bohatera w kamerę. Dopiero wtedy.
Morris mówi to, co już gdzieś widziałam, słyszałam, czytałam. Opowiada o ogromnym ciężarze jaki nagromadził przez te 28 wojen. On ma nie tylko zdjęcia. Zdjęcia wywołują wrażenie na oglądających, a gdy patrzy na nie autor - nagle czuje zapach tych miejsc, panującą wówczas temperaturę, wszystkie sytuacje wokół samego kadru. Mówi o tym bardzo prosto. I o tym, na czym polega jego praca po latach - trzeba wrócić do obrazów, edytować je. Spędzić z nimi czas.
Ma też odpowiedzialność. Wobec tych obrazów. Wobec tych historii. Nie ma z kim o tym porozmawiać, obgadać, wyrzucić z siebie. Newsy dawno są historią. Nikogo to nie interesuje. Z rodziną przecież nie porozmawia. Dziewczynki, nastolatki, zaraz dorosłe, przecież to nie jest opowieść dla nich. Żona towarzyszyła mu czasem w pracy, ale ile historii można na co dzień sobie powtarzać. No i jeszcze, rodzinę lepiej chronić przed tym. Mówi więc to nam. Mówi reżyserom i mówi wprost do kamery.
Znam to z książek "13 wojen i jedna" oraz "Fotografie, które nie zmieniły świata" Krzysztofa Millera. Oczywiście inaczej. Nie wszystko chyba tak wprost. Ale nagle, to stało się tak bardzo czytelne.
I myślę o wszystkich fotografach i fotografkach, którzy zamiast nas patrzą na syf tego świata. Kompletnie nieważne stają się ich motywy - czy to po prostu praca, czy to chęć zdobycia punktów w karierze, czy uzależnienie od adrenaliny itd. Tak jak u Morrisa, wszystkiego po trochę, co nie pozwalało przestać. Zresztą czy się to robi latami czy wystarczył raz. Syf jest syfem, a odporność bywa różna. Za to chyba najbardziej jestem wdzięczna za ten film. Coś układa w głowie, mam nadzieję, że szerzej. Że o tym rozmawiamy. O kosztach bycia reporterem, o kosztach zrobienia znakomitych zdjęć. O kosztach obcowania z tymi zdjęciami.
Film został obsypany nagrodami na Krakowskim Festiwalu Filmowym, teraz zaś trzymamy kciuki za start za oceanem. Gdybyście mieli okazję zobaczyć ten film, nie ma się co wahać. Tym bardziej, jeśli byłoby spotkanie z reżyserami. Nie namawiam, nie zachęcam. Mówię, że to jest absolutnie must-see, lektura obowiązkowa.
poniedziałek, 29 czerwca 2026
Pierwsza solówka!
W Służewskim, czyli na ten rok w Fotograficznym Domu Kultury rusza właśnie nabór do konkursu "Pierwsza solówka". Od razu z tytułu wiadomo, chodzi o debiut, pierwszą wystawę.
Półtora miesiąca na zgłoszenia, wystawa już w październiku - więc to rzeczywiście propozycja dla tych - którzy nie tylko nie mieli poważnej indywidualnej wystawy, ale mają materiał gotowy do pokazania. Nagroda to 10tys PLN, które mogą się przydać do produkcji wystawy. Informacje o regulaminach, formularzach, itp na dole. Tymczasem opowieść.
Konkurs "Pierwsza solówka" zaczął się jako pomysł półtora roku temu. Tytuł wymyśliła Kasia Zdrodowska, fotografka, i najwyraźniej niedoceniona copyrajterka. A wziął się właściwie od Bartka.
Bartek Molga sam przyszedł do SDKu z pytaniem, czy się nie przyda. Publikujący fotograf, świetny w studio, do tego utalentowany fotoedytor związany na przestrzeni lat z takimi tytułami jak:„Newsweek”, „Gazeta Wyborcza”, „Dziennik Polska Świat” czy „Rzeczpospolita”. Jasne, że się przydał! I tak przez lata, których nazbierało się 9, prowadził warsztaty z fotoedycji (sam ale i w wersji z Tymonem Markowskim) i warsztaty fotografii studyjnej. Brał udział w projekcie "Perfect Photofestival" i bez jego logistycznych skillsów, ten projekt by chyba się nie wydarzył. Sfotografował cały zespół SDKu i ciągle posługujemy się tymi zdjęciami Przede wszystkim był charyzmatycznym edukatorem, potrafił opowiadać, inspirować, uczyć.
<- Bartek Molga, fot. Katarzyna Zdrodowska
Któregoś razu, zadał mi pytanie, czy bym może nie obejrzała jego zdjęć, takich jego własnych, bez zlecenia, bo ma taką serię i może by to można było pokazać? W końcu lipca 2024 w SDKu otworzył swoją debiutancką wystawę. Pierwszą solówkę. W wieku 45 lat. Po setkach publikacji, po istnieniu na tak zwanym rynku przez lata, dekady. Ale wystawa była pierwsza. Dopiero. "Reflection" - kilka zdjęć Bartka z tej serii:
Więcej o wystawie Bartka: „Reflection” / wystawa fotografii Bartka Molgi - Służewski Dom Kultury
Minęliśmy się wtedy. Wakacyjnie. I tak będąc gdzieś w Czechach, odebrałam telefon i kilka wiadomości. Że wow, co w tym SDKu się zdarzyło. Jedną opinię szczególnie pamiętam: "gdzieś ty chowała ten talent?!?! Ma gość 45 lat i dopiero teraz pokazuje takie cuda?!" Odpowiedziałam, że sam się chował, nie zabiegał o wystawy. Czyli debiut z sukcesem. Wystawa trwała krótko. Dwa tygodnie z haczykiem. Odłożyliśmy jego zdjęcia na zapleczu, powiesiliśmy coś innego.
Bartek zmarł nagle 9 września. Zostawił wyrwę, mówiąc skrótowo. Chwilę później narodził się pomysł na konkurs. Jego imienia, żeby go uhonorować, żeby mieć okazję przypomnieć jego świetne zdjęcia, żeby też jego nieśmiałość do pokazywania własnej pracy jakoś...przepracować. Nigdy nie jest za późno na debiut.
Więc nurkujcie do archiwów, jeśli jeszcze nie mieliście wystawy. Od tego jest też dom kultury, żeby wejść w ten świat i środowisko na miękko. Zwycięzca/zwyciężczyni będzie pracować z kuratorką, konkretnie ze mną nad tym jak zdjęcia najlepiej pokazać. Napiszemy tekst, zaplanujemy, zamontujemy, wesprzemy promocję. Duży mały krok, bo po prostu musisz się zgłosić.
Info o konkursie tutaj: „Pierwsza solówka” – nabór do konkursu im. Bartka Molgi na organizację wystawy - Służewski Dom Kultury
Tam formularz zgłoszeniowy, informacje o tym, co poza formularzem trzeba wysłać i gdzie. Regulamin. Sylwetki jurorów - bez błyszczących sław fotografii, za to przyjaciele i współpracownicy Bartka, my: Kasia Zdrodowska, Zby Kordys, Tomek Kubaczyk i ja.
Jakich projektów szukamy? Fotograficznych. Tylko tyle. No i raczej na ukończeniu, w gotowości, bo jednak do wystawy nie zostało dużo czasu. Tyle, żeby na spokojnie wyprodukować wydruki, oprawić, nie na tyle, żeby iść i robić zdjęcia.
Do zobaczenia, mam nadzieję, w zgłoszeniach.
Projekt „Fotograficzny Dom Kultury” realizowany w 2026 roku dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
środa, 3 czerwca 2026
nowy konkurs na rezydencję w SDK!
Na fotograficznej mapie Warszawy, jak wiecie, trwa projekt "Fotograficzny Dom Kultury", mieści się w Służewskim DK. Spotkania, wykłady, przeglądy portfolio, wystawy. Ruszył tymczasem jeden z dwóch dużych konkursów - na rezydencję fotograficzną w SDK. Wystarczy dobry pomysł, w zgłoszeniu pokazać serię zdjęć i podać biogram - a możesz wygrać półroczne honorarium rezydencyjne (10 tys. zł brutto) i stworzyć serię zdjęć po swojemu.
To co, mam Twoją uwagę?
Dla kogo jest ten konkurs?Styl zupełnie dowolny. Technikalia również. Można robić kolaże i wycinanki, można postawić średni i wielki format, a negatywy wywoływać samodzielnie. Można przyjść z cyfrą, a nawet telefonem. To pomysł jest najważniejszy.
W efekcie rezydencji - przez prawie pół roku ma powstać 20 zdjęć. Z regulaminu i faq wynika, że organizatorzy nie szukają nadwornego fotografa od imprez, które się dzieją w domu kultury. Co więcej - Służewski DK ma być punktem wyjścia i odniesienia. Ale można zainspirować się Dolinką Służewiecką, osiedlem, za chwilę historycznym budynkiem centrum handlowego Land, można pewnie rozmawiać z mieszkańcami i robić typologię, a równie dobrze wejść w archiwa i historię miejsca (osiedla?dzielnicy? miasta?). Od pomysłu jesteś Ty - swoją koncepcję wystarczy zrozumiale opisać w formularzu zgłoszeniowym.
Czasu na zgłoszenia masz raczej niewiele - bo do 14 czerwca. Także powodzenia z wymyślaniem tematu :)
środa, 13 maja 2026
RAV.A Review czyli inny przegląd porfolio za chwilę w Warszawie
Czy Twoje zdjęcia opowiadają historię? Czy odważysz się pokazać swój projekt?
Wyślij swoje zgłoszenie do Publicznego Przeglądu Portfolio: RAV.A Review.
24 maja podczas Dnia Fotografii w Służewskim Domu Kultury odbędzie się publiczny przegląd RAV.A Review. Zostanie zaprezentowanych 8 projektów. Każdy autor i każda autorka wyjdzie na scenę i przez minutę opowie o swoim projekcie. Następnie oglądamy konkretną serię a zaraz potem wypowiedzą się nasi recenzenci. Doradzą co dalej, powiedzą czy odczytują zawarte w zdjęciach treści, podpowiedzą co warto przemyśleć lub zmienić. Recenzentami w RAV.A Review w SDK'u będą: Julia Szabłowska, Iwona El Tanbouli - Jabłońska i Maciek Skawiński.

Zgłoszenia: tutaj link
Deadline: 20.05.2026
RAV.A Review to nie konkurs. To publiczny przegląd pracy i narracji.
środa, 6 maja 2026
Startuje Fotograficzny Dom Kultury
Fotograficzny dom kultury to serie cyklicznych spotkań, aktywności okołofotograficznych, które dziać się będą do końca grudnia bieżącego roku. Warto zatem zaglądać na stronę organizatora - do wizytówki projektu i swoistego drogowskazu: Projekt „Fotograficzny Dom Kultury" / informacje - Służewski Dom Kultury oraz na fb i sprawdzać kalendarze.
6.05 Joanna Szpak-Ostachowska / 3.06 Marta Kiela-Czarnik / 9.09 Marta Ejsmont / 7.10 Marta Przybyło / 4.11 Mikołaj Grynberg / 9.12 Tomek Kubaczyk
Wpisane?
czwartek, 26 lutego 2026
"The Stringer" czyli zawrzało w środowisku
Raport AP to 97 stron w PDF. Do tego analiza wizualna. Oni nie mają wątpliwości. Czytam i oglądam i nie umieścili Nicka Ut tam gdzie "byłby w pozycji do wykonania tego zdjęcia". Nie dopisali, że posiadał Pentaxa, a pokazali jak prosto jest wskazać jakim aparatem zrobił zdjęcie. I tu się zaczynają schody i serio próbuję to zrozumieć. Jest mowa o tym, że Leica z muzeum jednak nie, że inne Leicki Nicka zostały skradzione w Wietnamie, że w sumie choć mówili przez lata, że Leica, to jednak mogli się mylić, że może jednak Nikon, że Nikon robi podobnie w rogach, co Pentax. A w ogóle to może jednak nawet Nick miał Pentaxa. Każdy się może pomylić i może nie pamiętać. I to w oficjalnym raporcie, którego końcowa fraza brzmi, że oczywiście, autorem zdjęcia - bez wątpliwości - jest Nick Ut.
trochę najważniejszych linków:
Agencja/Fundacja VII - Newsroom zebrane informacje o filmie
Wikipedia o Kim Phuc - po angielsku (bo po polsku jest tylko kilka słów)
Wikipedia - Nick Ut (tylko wersja angielska)
World Press Photo - o wycofaniu autorstwa
Raport World Press Photo - pdf: Authorship attribution suspended for ‘The Terror of War’ photograph | World Press Photo
Raport AP - informacja o raporcie / raport AP na 97 stron / Analiza wizualna
Petapixel: komentarz filmowy o filmie / "Nikt już nie uwierzy w autorstwo Nicka Ut"


































